Za złamanie ciszy wyborczej grożą dwie zupełnie różne kary – począwszy od grzywny do kilku tysięcy złotych, na kilkuset tysiącach złotych kończąc (np. za podanie do publicznej wiadomości wyników sondaży). Taka “przepaść” wynika wprost z przepisów i wiąże się z oddziaływaniem konkretnych aktywności. Kto i za co odpowiada, jak wygląda zgłoszenie oraz postępowanie i ile naruszeń faktycznie kończy się jakąkolwiek karą?
Artykuł kierujemy do kandydatów, sztabów i komitetów wyborczych, a także do dziennikarzy, moderatorów oraz każdego, kto chce wiedzieć, gdzie przebiega granica.
Spis treści
Dalej przeczytasz:
- czym różni się wykroczenie od przestępstwa,
- które działania w internecie łamią ciszę,
- ile wynosi grzywna i kiedy grozi mandat, a kiedy sprawa w sądzie,
- gdzie i jak zgłosić naruszenie.
Co uznaje się za złamanie ciszy wyborczej? Przykłady wykroczeń i przestępstw.
Kodeks wyborczy przewiduje dwa odrębne typy czynów związanych z ciszą. Pierwszy to prowadzenie agitacji wyborczej w okresie od zakończenia kampanii do zakończenia głosowania – stanowi wykroczenie, którego wysokość grzywny wynika z Kodeksu wykroczeń. Drugi to podanie do publicznej wiadomości wyników badań opinii dotyczących przewidywanych zachowań wyborców i wyników wyborów oraz sondaży prowadzonych w dniu głosowania. To z kolei jest już traktowane jako przestępstwo, ze sztywno określoną, wielokrotnie wyższą grzywną.
Co ciekawe – jedno zdarzenie może wyczerpywać oba znamiona naraz (np. post w social mediach, który jednocześnie zachęca do głosowania na kandydata i podaje wynik sondażu).
Konkretne działania wyglądają natomiast tak:
- nowy post zachęcający do głosowania na kandydata lub komitet,
- udostępnienie cudzego wpisu agitacyjnego (nawet jeśli oryginał powstał przed ciszą),
- komentarz z zachętą do głosowania w określony sposób,
- treść zaplanowana, która publikuje się automatycznie w czasie ciszy.
Polubienie lub inna reakcja na post jest najbardziej sporna, bo w tym obszarze nie ma jednolitej wykładni oraz orzecznictwa. Warto uznać to za tzw. obszar niepewny, czyli – dla bezpieczeństwa, lepiej tego nie robić.
Kto ponosi odpowiedzialność? Kandydat, sztab, wykonawca, media, portale, pracownie badawcze.
Odpowiedzialność za wykroczenie ma charakter osobisty. Tak więc karany jest konkretny człowiek – w zależności od tego, kto faktycznie dopuścił się publikacji. Jeśli mówimy o zleceniu – odpowiada również ten, kto wydał polecenie.
Podmioty zawodowo zajmujące się informacją odpowiadają co do zasady tak samo jak osoby prywatne, tyle że rozkład ryzyka jest u nich inny. W przypadku redakcji i portali chodzi głównie o publikację sondaży, wywiady z kandydatami emitowane w czasie ciszy oraz materiały oceniające komitety. U nadawców radiowych i telewizyjnych dochodzi też odrębna odpowiedzialność – przed Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, która dysponuje własnymi instrumentami nadzoru.
Czy zwykły obywatel też może zostać ukarany?
Tak, i szczerze mówiąc – w praktyce jest to zdecydowanie najczęstszy scenariusz. Przepisy w Polsce nie zawierają żadnego ograniczenia podmiotowego, więc obejmują także osoby niezwiązane z żadnym komitetem, bez statusu publicznego i bez zasięgów.
Jednak o tym, czy granica została przekroczona – rozstrzyga tzw. zasada publiczności informacji. W jej myśl, o ile rozmowa w gronie prywatnym lub w zamkniętej grupie (o ograniczonym dostępie) – nie jest publicznym nakłanianiem, o tyle wpis na otwartym profilu – już jak najbardziej jest.
Ile wynosi kara za naruszenie ciszy wyborczej i agitację? Mandat czy sprawa w sądzie?
Konsekwencje za agitację wynikają z Kodeksu wykroczeń i mogą sięgać kilku tysięcy złotych. O konkretnej wysokości decyduje skala naruszenia i zasięg publikacji, stopień umyślności, rola sprawcy (osoba prywatna kontra przedstawiciel komitetu), wcześniejsza karalność oraz to, czy sprawca usunął treść po zwróceniu mu uwagi.
Policjant może nałożyć mandat karny, którego wysokość w postępowaniu mandatowym jest ograniczona i sięga zwykle do 500 zł. Może też skierować do sądu wniosek o ukaranie i wtedy w grę wchodzą pełne widełki nawet do kilku tysięcy zł.
Za samo naruszenie ciszy nie grozi kara pozbawienia wolności, co odróżnia ten czyn od cięższych przestępstw wyborczych (takich jak chociażby fałszowanie dokumentów czy naruszenie swobody głosowania). Do sądu trafiają zwykle sprawy poważniejsze, przypadki odmowy przyjęcia mandatu oraz te, w których kwalifikacja czynu jest sporna.
Przewinieniem „wyższego kalibru” jest publikowanie sondaży wyborczych oraz przewidywanych wyników. W takich przypadkach „podanie do publicznej wiadomości” może być ukarane kwotami sięgającymi setek tysięcy złotych.
Gdzie i jak zgłosić złamanie (lub podejrzenie złamania) przepisów?
Takie zgłoszenia przyjmuje policja*. Jeśli byłeś świadkiem tego typu aktywności – wystarczy zadzwonić pod numer 112 lub 997, bądź złożyć zawiadomienie na komisariacie. Żeby zgłoszenie miało wartość dowodową – zadbaj o odpowiednie zabezpieczenie materiałów (np. zrzut ekranu, link do treści, opis okoliczności, zdjęcia itp.).
Po przyjęciu zgłoszenia policja prowadzi czynności wyjaśniające, ustala sprawcę i zabezpiecza dowody, a przy naruszeniach internetowych przekazuje sprawę do jednostki właściwej dla miejsca popełnienia czynu. Jeżeli okaże się zasadne i znajdą sprawcę – funkcjonariusze proponują mandat bądź kierują wniosek o ukaranie do stosownego sądu. W przypadku podejrzenia publikacji sondażu sprawa „idzie wyżej” i zajmuje się nią prokuratura.
* Niektórzy próbują zgłaszać takie incydenty do PKW. Jednak musisz pamiętać, że Państwowa Komisja Wyborcza nie ocenia indywidualnych przypadków, nie prowadzi postępowań i nie nakłada kar.
Ile naruszeń ciszy wyborczej faktycznie kończy się karą?
W tym miejscu posłużmy się realnymi danymi z przeszłości. Przykładowo – w I turze wyborów prezydenckich w 2025 roku policja odnotowała w ciągu dwóch dni ciszy ponad 300 przypadków jej naruszenia, w większości w internecie. Przed II turą z kolei sam NASK przyjął ponad 2000 zgłoszeń w dniu głosowania, zaś 3000+ w całym wyborczym weekendzie. Jednak prawomocnych kar zapada z tego znikoma liczba, a milionowej grzywny – w praktyce w ogóle się nie stosuje.
Dobrze pokazują to głośne przypadki, jak chociażby wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, który opublikował wpis w sobotni poranek. Po nagłośnieniu sprawy – usunął go, zresztą podobnie jak dwaj posłowie, których policja odnotowała za grafiki zachęcające do głosowania. Jak widać – typową reakcją było więc skasowanie treści, a nie kara.
Prowadzisz kampanię i chcesz uniknąć ryzyka złamania ciszy wyborczej?
Granica między dozwoloną wypowiedzią a karalną agitacją bywa cienka, a odpowiedzialność zawsze spada na konkretną osobę w sztabie. Warto mieć obok kogoś, kto tę granicę zna i potrafi ustawić komunikację tak, by przekaz pozostał skuteczny, a jednocześnie bezpieczny prawnie. Umów się na rozmowę, a pokażemy, jak przeprowadzić kampanię bez zbędnego ryzyka.
Czytaj więcej
Listy wyborcze – czym są? Jak są budowane?
To właśnie na nich komitety “ustawiają” swoich kandydatów, pośród których wyborca może zaznaczyć konkretne nazwisko. Co to jest, z jakich elementów się składa, ilu kandydatów może liczyć i kto decyduje o kolejności nazwisk na liście wyborczej? Wszystkie informacje…
Co zrobić przed ciszą wyborczą?
Ostatnia doba przed ciszą wyborczą to również ostatni moment na jej uporządkowane “wygaszenie”. Bowiem począwszy od północy – każde nowe działanie agitacyjne będzie już wykroczeniem. Większość naruszeń popełnianych przez sztaby nie wynika ze złej woli, lecz z…
Cisza wyborcza – czym jest, ile i do kiedy trwa, kogo obowiązuje?
Wprost – oznacza zakaz agitacji, który wchodzi w życie o północy w dniu poprzedzającym głosowanie. Trwa z kolei aż do zamknięcia lokali wyborczych, czyli standardowo do godziny 21:00. Podstawą prawną jest Kodeks wyborczy, którego zapisy obowiązują bezwzględnie…